poniedziałek, 25 maja 2009

z polski o bejrucie

jestem teraz tu, ale w glowie ciągle Bejrut, kłębowisko nieopisanych jeszcze sytuacji, wrażeń i obrazów, zamierzam jeden po drugim ,kawalek po kawałku porządkować, oddzielać, grupować i opisywać. tyle rzeczy, ktorych nie zdążyłam zrobić. tyle wspomnień zamkniętych w głowie. Dziś babcia opowiedziała mi historię o paprotce doniczkowej. Dorodna paprotka sąsiadki przykłuwała uwagę mojej babci, ktora uwielbia rosliny, a szczegolnie te dobrze się prezentujące. Niedawno, nieoczekiwanie smierć zajrzala do mieszkania obok i paprotka zgodnie z zyczeniem sasiadki przywędrowala do babci. Gdy syn sasiadki sprezentowal jej doniczke z kwiatem babcia jak mówi, poczula radość i ogrmny smutek w tym samym momencie. Poczułam sie tak samo gdy wróciłam do Polski. Emocje na chwilę mnie sparaliżowały.
Dziś rano na poznańskim deptaku minęlam się z człowiekiem z twarzą klauna, wymalowaną białą kredą i kontrastującym czerwonym nosem. W czarnym codziennym ubraniu i papierosem zwisającym z kącika ust, nie wyglądał jakby było mu do śmiechu. Tyle sprzeczności w jednej sekundzie, w krótkim obrazie. Podobnie dzieje się teraz w mojej głowie.

piątek, 24 kwietnia 2009

Staruszka, ktora zbiera papierową przeszłość

Jest w filmie Nadine Labaki “Karmel” ( Sukkar banat), postać staruszki Lily, ( grana przez debiutantkę, odrobinę szaloną Azizę, którą poznałam podczas swojej podróży do Libanu, dawno temu, a może nie tak dawno temu). Pamiętam, Hanan, asystentka reżyserki opowiadała nam wtedy, że osiemdziesięciokilkuletnia swieża aktorka, miewala problemy z rozróżnieniem światów, filmowego od rzeczywistego. I tak, zdarzyło sie, ze zdecydowanie odmówiła wypowiedzenia kwestii, skierowanej do swojej filmowej siostry. Placząc i uderzajac w drzwi miala powiedziec jej, ze ja kocha, odmawiala, bo -jak mowila- wcale jej nie lubi. Jej postać, to staruszka, zyjaca w swiecie przeszlosci i wspomnien, ktora cale dnie spedza zbierajac fruwajace po Aschrafieh papiery, slady wspomnień. Zdarza się jej prosić kogos, zeby podal jej lezacyc na ulicy papier. Stojąc na na balkonie, spuszcza wtedy w dol koszyk na sznurku i kolekcjonuje smieci, ktore sa w jej wyborazni listami od ukochanego -o ile dobrze pamietam filmową historie- ktore nigdy do niej nie dotarly. Aziza, mieszka niedaleko mojego domu, tuz na koncu Gemmaizeh. Wiedziałam jednak, że gdzies w okolicy mieszka tez kobieta, ktora jest pierwowzorem jej roli.

Wczoraj, w porannym swietle przechodzilam ta wlasnie ulica, manoushi z serem hallum w rece , zapijane lebanem i w pewnej chwili, na wielkim balkonie, cudzie sprzed co najmniej stu lat, ktory cudem jest tym wiekszym, ze udalo mu sie w Bejrucie oprzec zburzeniu, na tym wlasnie balkonie ujrzalam dlugowlosa staruszke trzymającą w rece sznurek, ktory dwa pietra nizej konczyl sie petla na koszyku. Mowila cos do mnie i wskazywala palcem papiery fruwajace naokolo mnie. W pierwszej chwili nie dotarlo do mnie, co sie wlasnie dzieje, szczegolnie, ze w tym samym czasie z kafejki obok wyskoczyl Raja pokrzykujac moje imie i zapraszajac na kawe. Zapytalam sie go, co staruszka mowi i dopiero w tamtej chwili dotarlo do mnie kim ona jest. Zdusilo mi gardlo, bo przeciez to Karmel byl powodem pierwszej podrozy do Bejrutu, i teraz gdy sie z nim zegnam, fikcja filmowa zamienia sie w rzeczywistosc i dotyka mnie swoim palcem. Gdy doszlam do siebie, chcialam wrocic pod balkon i zrobic jej zdjecie, zeby wam ja pokazac, ale proba zakonczyla sie klotnia z jakims starszym mezczyzna, ktory dostal furii, gdy zobaczyl aparat. Trafil na moment, ze nie pozostalam mu dluzna, wiec klocicilsmy sie, on mieszajac arabski i francuski, ja angielski z arabskim. koniec koncow odeszlam z niczym, ale nie pozwolilam mu sie skrzyczec.
Tak czy owak, życie jest pelne małych cudów.

środa, 22 kwietnia 2009

Nanou



kiedys opisze jej japońskie przygody

bar L'Osteria






z serii spotkań dziwnych





Od rana ciąg przyjemnych przypadków. Rano w drodze do piekarni na G, tuż na narożniku, ktorego sciana wylożona jest lustrem zobaczylam spokojną i silną twarz dziewczyny o afrykanskich rysach, ujrzalam ją podwojnie, wraz z lustrzanym odbiciem. Zapytalam się czy mogę ją sfotografowac, w tym samym momwncie kiedy zza rogu wyłonił się autobus. Mialam 15 sekund czasu, w ciagu ktorego zdazylam zrobic kilka zdjec, podziekowac i niespodziewanie z nia usciskac, niesamowity przepływ pozytywnej energii. Potem się okazalo, że Szymon, mieszkal z nia w tym samym momencie. Wydala mi sie bardzo silna, a teraz juz wiem, ze przez kilka lat pracowala w Libanie po przyjezdzie z Etiopii jako służąca, a życie służących w Bejrucie do latwych nie nalezy. Hm, spróbuję ją jeszcze kiedyś sfotografować. Trochę później kolejne spotkanie. Robiąc zdjęcie kanapy, krzeasła bez nogi i gry światel, w drzwiach starego domu pojawila się tleniona blondynka w czerwonym, oldschoolowym dresie Addidasa i zapytala się mnie po arabsku czego chcę. Od słowa do słowa i już, pilam nescafe w kubku, po bozemu, po wschodnioeuropejsku, z nową rumuńską znajomą i ją teściową pieszczotliwie nazywaną przez nią Teta, czyli babcia. siedzimy przed domem, Teta masuje kości, a M. od roku zaślubiona libanczykowi, odpala kolejnego papierosa i wskazuje palcem zaparkowane Audii TT i nowego Mercedesa. Mowi, ze należą do jej męża, wraz z samochodem numer trzy, ale ona z nich nie korzysta, wlasciwie to wcale nie rusza się z domu bez swojego ukochanego. pali papierosy i rozmawia z Tetą. Zapewnia, ze nie ma z tym problemu, w sensie z nic nie robieniem. Opowiada mi o Drakuli. Popijam nescafe i sie dziwię.

małe rzeczy



Wiedząc już, że całkiem niebawem Bejrut nie bedzie już dłużej moim codziennym światem, kolekcjonuję wrażenia moje ulubione i bardziej niż zwykle je doceniam.Jakby jutra miało nie być, cieszę się jak dziecko prostymi wrażeniami, siedzeniem w nowym barze T. i S., sluchaniem tam jazzu i bałkańskich rytmów, pracy w próżni z której odessano stres. Cieszę się przypadkowymi spotkaniami znajomych. Nowymi, ulicznymi znajomościami. Ulubionym manoushi z bułgarskim serem i kolendrą w ulubionej piekarni na Gemmaizeh, przyrządzonym tak jak lubie, na cienkim cieście, dobrze wypieczonym. cieszę się, bo potrafię sobie taką przyjemność zamówić po arabsku, z wszystkimi niezbednymi detalam i nuansami:) cieszy mnie znajomy smak i rzucone na dowidzenia przez piekarza Allah maik, "Bog z tobą". cieszy mnie to wszystko.

wtorek, 21 kwietnia 2009

dokumentacja wiosny